|
|
poniedziałek, 29 listopada 2010
ha ha
Pada śnieg, pada śnieg, dzwonią dzwonki sań. A ja mam uśmiech jak stąd do Krakowa. Daro pozdrawiam :) Nie wiem czemu ale to białe, co pada z góry na dół wywołuje u mnie durny uśmieszek na ryjku.
Wszyscy kierowcy i drogowcy klną na białe gówno, które zaszczyciło nas swoja obecnością a ja jakoś nie narzekałam z tytułu odśnieżania brum bruma, albo dlatego że musiałam zdjąc nogę z gazu bo ślisko jak jasna cholera. Nie przeszkadza mi, że dostałam chmurą śniegu w ryło jak wyszłam z firmy na fajeczka. W ogóle dzisiaj mi nic nie przeszkadza.
Dobrze mi dziś na świecie.
piątek, 26 listopada 2010
christmas are coming
Zryło mi beret w temacie Świąt. Czekam na pensję i ruszam na podbój sklepów. Mam już upatrzone prezenty. Mam w głowie wizję świątecznych dekoracji i w ogóle ja już chcę Święta. Jeszcze się grudzień nie zaczął a ja już odliczam dni. Kombinuję co zrobić jak przygotować stół. Co w tym roku postawić każdemu przy talerzu. W zeszłym roku każdy dostał aniołka a teraz nie mam pomysłu. Może mały mikołajek albo renifer. No nie wiem. Czekam na natchnienie.
Uwielbiam Święta, ogarnia mnie wtedy taka błogość. Wyciszam się ale z drugiej strony tak pozytywnie nakręcam. Uwielbiam świąteczne reklamy, kolędy grające cichutko w kuchni jak gotuję albo piekę pierniczki z Młodymi. Atmosfera w sklepach, na wystawach i w ogóle cały ten klimat. Czuję dreszczyk emocji.
wtorek, 16 listopada 2010
święta za pasem
Widziałam nową świąteczną coca cole w telewizorni. Jeszcze tylko niech ucho złapie last christmas w radyjku to lecę polować na karpia.
środa, 13 października 2010
hej
Jezusku krystusku jak ja tu dawno ni słóweczka nie napisała. Blogerka ze mnie jak z koziej dupy tromba. I jeszcze ten ostatni wpis o tym pajacu na samym wierzchu, kłuje mnie on w oczy.
Małe sprostowanie, już mi się on nie śni. Teraz, żeby było zabawniej śni mi się kolega T. z pracy. Nie powiem, że nie fajny jest albo że jakoś nieprzyzwoicie mi się śni. Ale i tak rano budzę się z błogim uśmiechem na twarzy. Jakieś dziwne myśli mi po głowie chyba chodzą. Gdybym tylko była singielką, chociaż przez króciutką chwilkę. No dobra może nie aż tak króciutką :)
wtorek, 23 lutego 2010
sen one more time
Albo dlaczego śni mi się mój były, się znaczy ojciec Młodej?
I zawsze w tym śnie jesteśmi ze sobą pogodzeni albo on chce do nas wrócić i tak bardzo się stara. A ja w tych snach zawsze się wacham i nie wiem, co mam zrobić. Mimo tego, że w realnym świecie, nie miała bym nawet przez sekundę żadnych wątpliwości.
I ta jego M., zawsze mi się śni, że jesteśmy psiapsółami, a jak nie psiapsiółami, to przynajmniej nie żywimy do siebie żadnej urazy, tak jak w realu.
Jakieś bzdury totalne.
Chyba powinnam leczyć nogi bo na głowę to już za późno.
flash back
Upliłam się jointami, siedziałam na ławce obok Krecika* i patrzyłam na fontannę. I ta fontanna zaczeła wyłazić do mnie takimi wielkimi falami, jak tsunami. Zaczęly mi się oczy zamykać, oparłam głowę o Kreta i tak się zaczęło, buzi, buzi. I tak już zostało. Kret ma sklep na antresoli, z ciuchami i akcesoriami babskimi. Siedział sobie przy ladzie i coś tam dłubał w kompie w tych swoich cyferkach. Koniecznie chciał żebym sobie coś wybrała, ale wszystkie ciuchy były opięte nawet na wieszakach więc nie chciałam się przyznać, że troche za duża do tego jestem. Za to wpadłą mi w oko fajna torebka. Krecik powiedział, że sprowadzi dla mnie taką bo ta co w sklepie jest to element ekspozycji. "To ja po nią teraz pojadę" "Nie musisz teraz, przywieziesz mi jak będziesz przy okazji coś zamawiał" "Nie, ja dla Ciebie muszę teraz" I wyszedł. Wyszłam jakieś pięć minut po nim. Po drugiej stronie ronda przy którym był sklep, było jakieś straszne zamieszanie. Nie widziałam co się dzieje. Zobaczyłam przewrócony motor, a obok motoru klęczał Lis* i trzymał na kolanach głowę Krecika. Nogi się pode mną ugięły, a przez głowę przeleciała myś: to przez tą pieprzoną torebkę.
A potem się obudziłam, a na policzkach miałam mokre ślady łez.
Hardcore.
* Krecik i Lis to kumple z którymi trylion lat temu przesiadywałam na ławce na Morskim Oku.
Nie gadałam z nimi od tamtego czasu i nie myślałam o nich wogóle. Skąd taki sen, co się dzieje w mojej głowie, że podświadomość takie dzikie figle mi płata?
piątek, 19 lutego 2010
dzięki za kciuki...
...ale niestety still searching. Nic z tego nie będzie. Pod koniec lutego wycieczka do starej firmy. Ciekawe jak tam pójdzie.
środa, 17 lutego 2010
cicho szaaa...
W piątek idę na rozmowę ale nikomu nic nie mówię bo jak nie wyjdzie to nie będzie polkepywania po plecach. I bardzo dobrze bo tego nie zdzierżę. A jak coś wyjdzie to fajnie i będzie wielkie bum na sobotniej imprezie.
sobota, 09 stycznia 2010
wrrrrrr...
Nie będę zła, nie będę zła, nie będę zła. Przecież Matka Polka nie może być zła dlatego, że nie może wyjść z domu bo nie ma z kim zostawić dzieci. Z tym, że ja nie jestem Matką Polką i jestem wkurwiona jak nie wiem co. Od trzech miesięcy siedzę i gniję w domu i jak w końcu trafia się, że mogę wyjść do ludzi, na 30 urodziny jednej z najlepszych przyjaciółek to wtedy się okazuje, że jedna mama jest zrypana po całym dniu zapieprzu w domy a druga nie może odkleić sięod kibla. Fak mać, żeby nie powiedzieć gorzej, A uwierzcie, że o wiele gorsze słowa cisną mi się na usta. Mam doła jak stąd do Chin. Kurwa.
piątek, 08 stycznia 2010
still waiting
No dobra Wy wielcy prezesi, dyrektorzy i inni decyzyjni! Od poniedziałku dzieci we żłobie i przedszkolu. Będę wolna i dyspozycyjna więc szbciutko mie tu na rozmowy zapraszać, grubą kasę proponować. Słyszycie mnie! Słyszycie?
Pracy potrzebuję, już teraz, natentychmiast. Już dłużej nie dam rady. Jeszcze kilka takich tygodni w domu i będziecie mnie w kaftanie oglądać.
To taki mój krzyk rozpaczy w wielkim akcie desperacji. Z góry przepraszam wszystkich nie zainteresowanych.
|